NOWY OBIEŻYŚWIAT W SALONACH PRASOWYCH

W salonach prasowych RUCH,
KOLPORTER i EMPIK ukazał się kolejny numer 1(9) styczeń-marzec 2007 magazynu
turystycznego OBIEŻYŚWIAT, który wcześniej wydawany był na płytach CD-ROM w postaci
relacji polskich podróżników z różnych stron świata (teksty, zdjęcia, filmy,
radiowe opowieści, muzyka etniczna). Czasopismo skierowane jest do wszystkich osób
kochających podróże. Oprócz reportaży i zdjęć zawiera także ofertę wyjazdów do
krajów tak bliskich jak Czechy, Litwa, Malta czy Tunezja oraz do tak dalekich jak Nowa
Zelandia, Gabon czy Chile (Wyspa Wielkanocna). Główny temat - to podróż na Kamczatkę.
OBIEŻYŚWIAT jest najtańszym polskim magazynem turystycznym - kosztuje 2,95 zł.
Aktualny numer będzie w sprzedaży do końca marca 2007.
W numerze
KAMCZATKA
Gorący oddech ziemi
POLSKA
Zamki, skarby i narty
LITWA
Wilno bliskie sercu
CZECHY
Zaproszenie na Morawy
MALTA
Śladami Kawalerów
MARTYNA WOJCIECHOWSKA
Każdy ma swój Everest
KSIĄŻKI I MULTIMEDIA
TUNEZJA
Aslema Sahara
GABON
Trzewia Afryki
RAPA NUI
Wyspa tajemnic
NOWA ZELANDIA
Kapryśny raj
ŚWIAT W PIGUŁCE
Targi turystyki
ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU
"Poznajemy Słowację"
WSTĘP
Na krańce świata i bliżej
Każdy z nas marzy o odwiedzeniu
odległych stron naszej planety, aby doświadczyć poczucia inności i choćby na moment
uciec od spraw codziennych, a potem delektować się wspomnieniami. Dziś te marzenia,
dzięki skurczeniu się świata do wielkości globalnej wioski, są całkiem realne. Z
pewnością wpływ na to ma ciągły rozwój i niższe ceny połączeń lotniczych, a
także dużo wyższy niż kiedyś status materialny Polaków, przynajmniej w przeliczeniu
na twarde waluty.
Jednym z takich krańców ziemi, zamkniętym niedawno przed światem ze
względów wojskowych, jest Kamczatka, na której dzień rodzi się o 11 godzin wcześniej
niż u nas, tysiące niedźwiedzi pasą się wśród dymiących wulkanów, a zimą śniegi
sięgają dachów. Dokładnie o tej samej porze, co na Kamczatce, dzień wstaje także w
najbardziej odległym od Polski kraju - w Nowej Zelandii. Miłośników natury zapraszamy
do odwiedzenia tam Fiordlandu, nazwanego przez Rudyarda Kiplinga "ósmym cudem
świata", przypominającego jakby Norwegię nad Morzem Śródziemnym z paprociami z
epoki dinozaurów.
Niewyjaśnione zagadki warto rozwikłać na kolejnym końcu, a
właściwie "Pępku Świata", czyli na Wyspie Wielkanocnej, gdzie być może
dojdziemy do wniosku, że jej mieszkańcami są potomkowie inkaskiego ludu Viracocha.
Wcześniej jednak namawiam do odnalezienia skarbu innego wodza tego ludu Tupaca Amaru
ukrytego w okolicach zamków w Czorsztynie i Niedzicy. Wyprawa z pewnością tańsza, a
gdy złota Inków nie znajdziemy, to na otarcie łez będziemy mogli sobie pojeździć na
nartach lub wybrać się po sąsiedzku na Słowację czy do Czech. Niezłą alternatywą,
zwłaszcza zimową porą, jest również wycieczka na Maltę, czy kilkudniowa wyprawa z
karawaną na Saharę w Tunezji lub "nieco" dalsza wgłąb Afryki do Gabonu,
gdzie można podglądać życie naszych dalekich kuzynów - goryli.
A że wszystko to jest możliwe przekonuje nas o tym Martyna
Wojciechowska, która namawia każdego, żeby marzył, wierzył w siebie i miał odwagę
zrealizować podróżnicze marzenia.
Fragmenty artykułów
POLSKA
Zamki, skarby i narty
W spokojnej wodzie jeziora czorsztyńskiego odbijają się
zalesione wzgórza Pienin i sylwetki dwóch nadgranicznych warowni - polskiego Czorsztyna
i węgierskiego niegdyś zamku Dunajec w Niedzicy. Gdzieś tu, być może, spoczywa
królewski skarb Inków
Czorsztyński zamek na granicy z Węgrami wzniósł w 1348 roku Kazimierz Wielki. Jego
kasztelanem był m.in. sławny rycerz Zawisza Czarny z Garbowa. Była tu także królewska
komora celna na handlowym szlaku z Budy do Krakowa. W 1651 roku zamek zdobył buntownik
Kostka Napierski, wkrótce potem wyrokiem sądu wbity na pal. Bronili się w nim
konfederaci barscy. Czorsztyński zamek spłonął w 1790 roku i od tego czasu jest w
ruinie. Z jego murów rozciąga się piękna panorama całego jeziora czorsztyńskiego,
leżących za nim Pienin Spiskich zamknięta na horyzoncie potężnym masywem Tatr.
Na wapiennym wzgórzu nad zaporą przegradzającą Dunajec wznosi
się zamek Dunajec w Niedzicy wzniesiony około 1310 roku. Zbudował go węgierski
szlachcic Kokosz Berzevičy jako jedną z warowni strzegących północnej granicy
węgierskiej. We władaniu kolejnych rodów węgierskich zamek był do 1945 roku, a po I
wojnie światowej włączony został wraz z częścią Zamagurza do państwa polskiego.
LITWA
Wilno bliskie sercu
Zanurzone w zieleni parków, pełne barokowych pałaców i
kościołów Wilno jest miastem magicznym. Ostra Brama z cudownym obrazem Matki Bożej,
kamieniczka w zaułku Bernardyńskim pamiętająca jeszcze młodego Adama Mickiewicza,
katedra na miejscu świątyni Perkuna, cmentarz na Rossie - wszystko to znajome, nawet
jeśli wcześniej tu nie byliśmy.
Wileńską starówkę najlepiej podziwiać ze szczytu Baszty
Gedymina na w górnym Zamku. U naszych stóp rozpościera się morze dachów, z którego
wystrzeliwują w górę wieże kościołów. Od północy i zachodu gdzie widać sylwetkę
wieży telewizyjnej miasto otaczają nowe osiedla wkomponowane w otaczającą przyrodę.
Poniżej widać wileńską katedrę z charakterystyczną dzwonnicą,
która pełniła niegdyś rolę baszty obronnej. W czasach komunistycznych w katedrze
urządzono galerię malarstwa, dziś jest tu główny kościół Wilna. Przed wejściem,
pomiędzy gigantycznymi kolumnami klasycystycznej fasady wyznaczają sobie spotkania
młodzi Wilnianie. W jednej z kaplic król Zygmunt August wziął potajemny ślub z
ukochaną Barbarą Radziwiłłówną. Pod kaplicą Świętego Kazimierza jest krypta, w
której pochowano polskiego króla Aleksandra Jagiellończyka i Barbarę
Radziwiłłówną. Król Władysław IV tak pokochał to miasto, że po śmierci kazał tu
złożyć swoje serce.
CZECHY
Zaproszenie na Morawy
Morawy, kraina geograficzna wschodniej części Czech, kusi
turystów wieloma atrakcjami. Są tu nie tylko doskonałe miejsca do uprawiania turystyki
pieszej i narciarstwa, ale również pięknie odrestaurowane, historyczne miasta oraz
posiadające długie tradycje uzdrowiska z mineralnymi wodami zdrojowymi.
Warto również pamiętać, że na Morawach wiarę w Chrystusa
jako pierwsi w tej części Europy w IX wieku krzewili Cyryl i Metody oraz że to
właśnie stąd ponad tysiąc lat temu przywędrowało do nas chrześcijaństwo wraz z
księżniczką Dobrawą, żoną Mieszka I. Jest to również region winiarski, znany też
z produkcji śliwowicy i dobrego piwa, których to trunków udało mi się skosztować
podczas siedmiodniowego wypadu.
Zauroczył mnie Kromierzyż, miasto zabytków, sztuki i kultury,
nazywane Hanackimi Atenami, które w roku 1997 zostało ogłoszone najpiękniejszym
zabytkowym miastem w Republice Czeskiej. Dominantą Kromieżyrza jest pałac, dawna
rezydencja arcybiskupów ołomunieckich z ogrodem Kwiecistym i Pałacowym, zapisany na
liście UNESCO. W pałacowej galerii znajduje się cenna kolekcja obrazów europejskich
mistrzów z XV-XVIII wieku. Zwiedzanie piwnic można połączyć z degustacją win
mszalnych, ich zakupem i zwiedzeniem pałacowej winoteki.
Natomiast Velehrad należy do najbardziej znanych sanktuariów na
Morawach. Jest on połączony z tradycją Cyryla i Metodego. Na podstawie archeologicznych
odkryć możemy sądzić, że pierwszy wielkomorawski arcybiskup św. Cyryl przebywał w
okolicach Velehradu, Uherskiego Hradiste i Starego Miasta. Historia dzisiejszego Velehradu
sięga XIII w., kiedy powstał tu pierwszy klasztor cysterski na Morawach. W 1985 r.
papież Jan Paweł II ofiarował bazylice Złotą różę w 1100 rocznicę śmierci św.
Metodego. 5 lipca każdego roku w uroczystość przybycia na Morawy świętych Cyryla i
Metodego, odbywa się narodowa pielgrzymka odpustowa do sanktuarium. Dzień ten jest
również świętem państwowym.
MALTA
Śladami Kawalerów
Z czym Polakom kojarzy się Malta? Z Zakonem Kawalerów
Maltańskich, flagą o barwach takich jak nasze (biało-czerwone pasy, tyle, że ułożone
pionowo), no i mylnie z maltańczykami, czyli psami, które wbrew nazwie wcale z Malty nie
pochodzą. Dopiero po pobycie w tym niewielkim kraju, dostrzega się, jak mało wiemy o
Malcie.
Położona niemal na środku Morza Śródziemnego jest
najbardziej na południe wysuniętym państwem Europy. Do brzegów Afryki jest stąd
niecałe 300 km. Warto wiedzieć, że nazwa Malta to zarówno kraj, jak też i główna
wyspa tworzącego go archipelagu (27 km długości i 14 km szerokości). W pobliżu są
jeszcze dwie inne zamieszkałe wyspy - Gozo i malutka Comino (zaledwie 2,6 km˛ i 4
mieszkańców). Na całej Malcie nie ma rzek, jezior i lasów. Pod względem atrakcyjnych
plaż przegrywa Malta choćby z Hiszpanią czy Włochami. To po co tu przyjeżdżać?
Niektórych przyciągają tutaj kursy angielskiego. Zawsze to
przyjemniej uczyć się w miejscu gdzie jest ciepło, słonecznie, a ludzie mają
spontaniczną, południową naturę. Angielski jako język urzędowy (obok maltańskiego),
ale to nie jedyna pozostałość po Anglikach, którzy przez 179 lat, aż do 1979 roku
stacjonowali na wyspie (niezależne Państwo Maltańskie proklamowano w 1962 roku).
Należą do nich także: lewostronny ruch, brytyjskie jednostki miar i wag (mile, funty),
nazwa pieniędzy (funt maltański), czy choćby czerwone budki telefoniczne. Jednak
główny powód, aby odwiedzić Maltę to jej niepowtarzalny charakter, stanowiący
mieszankę kultury europejskiej z arabską. Spodoba się tu zwłaszcza miłośnikom
historii, zabytków i folkloru. Na wyspach ciągle się coś dzieje, bo mieszkańcy
(niecałe 400 tys. osób) uwielbiają fiesty. Większość uroczystości związana jest z
religią. Mówi się, że na Malcie jest tyle kościołów, co dni w roku, a przecież
każdy z nich obchodzi święto swojego patrona.
MARTYNA
WOJCIECHOWSKA
Każdy ma swój Everest
Martyna Wojciechowska, którą najczęściej widujemy w
popularnym zwłaszcza wśród panów programie TVN "Automaniak", nie ukrywa
swojego wieku. Urodziła się 28 września 1974 roku, a dwa lata później wymknęła się
samotnie i przemaszerowała dwa kilometry na stację benzynową, by - jak tłumaczyła
się mamie - wypić kawkę. To była jej pierwsza i chyba najkrótsza samodzielna
podróż.
Ten pęd do świata i motoryzacji został jej do dzisiaj. Jako
nastolatka zaczęła od motorynki Romet, potem były Simson, "emzetki", Hondy,
Yamaha R1, no i oczywiście samochody rajdowe. Już jako 17-latka uzyskała Sportową
Licencję Rajdową i Wyścigową. Nie bez znaczenia w rozwoju tej pasji był fakt, że
ojciec Martyny miał warsztat samochodowy, w którym zawsze działo się coś ciekawego.
Motocyklem udało się jej pojechać 290 km/h, a bolidem F1 - 320 km/h. Zrealizowała
również swoje pierwsze wielkie marzenie i wzięła udział jako kierowca w rajdzie
Paryż-Dakar, który ukończyła.
TUNEZJA
Aslema Sahara
Aslema znaczy "dzień dobry" lub "witaj". W
Tunezji jest powitaniem dobrym na każdą porę dnia. Czasami nie tylko jakieś słowo,
ale zapach, melodia czy smak sprawiają, że niepostrzeżenie myślami cofam się do
przeszłości. Zanurzam się we wspomnieniu jak w ciepłej kąpieli i powracam do
najlepszych chwil mojego życia. Moja podróż w karawanie po Saharze właśnie należy do
nich.
Lądujemy na Djerbie. Potem przejazd, rozlokowanie się w hotelu
i spacer. Nazajutrz rano załadunek do busa, przeprawa promem na stały ląd i podróż do
Douz przez nową i starą Matmatę oraz Tamezret. Po drodze zatrzymujemy się na zieloną
herbatę, kupujemy większy zapas wody. Krajobraz niespotykany, momentami wręcz
księżycowy. Nie dziwię się, że wybrano to miejsce na zdjęcia do "Gwiezdnych
wojen". W Douz krótka wizyta na arabskim targowisku i obiad w restauracji - ostatni
"cywilizowany" posiłek przed wyruszeniem na pustynię. Kupuję pas tkaniny, z
którego zrobię turban. Wieszam na szyi krzyż południa. To na szczęście! Samochody z
napędem na cztery koła wywożą nas ok. 15 km od Douz. Kierowcy machają na pożegnanie
i zostajemy sami z członkami karawany, z pustynią i ze sobą. Przyglądamy się sobie z
ciekawością - my naszym przewodnikom, oni - nam. Mężczyźni mają u koszul podwinięte
rękawy, na koszulach kaftany. Ubrani są w coś pomiędzy spódnicą i spodniami, u
których nogawki zaczynają się w okolicach kolan. Wszystko jest bawełniane, przewiewne,
wygodne, niekrępujące ruchów. Na spodniach widnieje haft przypominający góralskie
lampasy, w który wpleciony jest znak Krzyża Południa. Poruszają się szybko i zwinnie.
Wygląda to tak, jakby ich stopy nie zapadały się w piach, z którego my z trudem
wyciągamy nasze nienawykłe do maszerowania kończyny. Tymczasem Beduini sprawnie
ładują cały dobytek na wielbłądy. Ja natomiast przyklękam i z niedowierzaniem
przesypuję piasek między palcami. Jest sypki i tak drobniutki, że pojedyncze ziarenka
są nie do odróżnienia. Nigdy przedtem nie widziałam piasku o konsystencji mąki!
GABON
Trzewia Afryki
Gabon pod względem turystycznym to kraj prawie nieznany.
Infrastruktura, z wyjątkiem dwóch parków narodowych Loango i Lope, nie jest jeszcze
dobrze rozwinięta. W Loango i Lope jako bazę noclegową wykorzystuje się obozy, w
których pracują badacze fauny i flory. Stan dróg poza stolicą pozostawia wiele do
życzenia, więc do podróżowania po kraju wykorzystuje się lokalne połączenia
lotnicze lub pociągi pasażerskie kursujące zaledwie trzy razy w tygodniu.
Kraj rozciąga się po obu stronach równika, sąsiaduje od
północy z Gwineą Równikową i Kamerunem, a od południowego wschodu z Kongo. Od
zachodu obmywają go wody Oceanu Atlantyckiego. Panuje tu wybitnie wilgotny klimat
równikowy z porami deszczową i suchą. Opady występują głównie w okresach marzec-maj
i październik-listopad. Warto wiedzieć, że w czasie pór deszczowych niebo jest
błękitne w odróżnieniu od pór suchych, kiedy to w większości niebo zasnute jest
chmurami. Temperatura przez cały rok waha się w granicach 16-31°C. Gabon jest
najsłabiej zaludnionym państwem Afryki Środkowej. Na powierzchni 267 667 km2 (85,8%
pow. Polski) mieszka 1,4 mln osób (28 razy mniej niż u nas). Kraj jest stosunkowo
zamożny i stabilny politycznie. Utrzymuje się z dochodu pochodzącego ze sprzedaży ropy
naftowej i eksportu drewna.
RAPA
NUI
Wyspa tajemnic
Po szczęśliwym dotarciu na lotnisko w Santiago de Chile okazuje
się już w samolocie, że na to samo miejsce zostało odprawionych kilku pasażerów.
Linie LAN Chile najwyraźniej nie radzą sobie z nadmiarem chętnych do lotu na Wyspę
Wielkanocną. Chaos pogłębia opóźnienie startu. Okazuje się bowiem, że pilot nie
zdążył na samolot! Po pięciu godzinach lotu z "pilotem zastępczym" wyspa
wita nas pochmurnym niebem i silnym wiatrem. Po chwili zaczyna padać rzęsisty deszcz.
Rapa Nui - jedno z najodleglejszych i najtrudniej dostępnych
miejsc na świecie, najbardziej samotne i pełne niewyjaśnionych tajemnic, zwane jest
przez mieszkańców Te Pito O Te Henua, czyli Pępek Świata. Ta niewielka wulkaniczna
wysepka o poszarpanych brzegach na Oceanie Spokojnym, należąca do terytorium Chile,
znana jest przede wszystkim z olbrzymich kamiennych posągów moai stojących wzdłuż
brzegów.
O ile można wyjaśnić skąd na wyspie znalazły się posągi,
to do dziś nie udało się jednoznacznie ustalić skąd i w jaki sposób na wyspie
znaleźli się ludzie. Istnieje wiele teorii. Znany norweski badacz Thor Heyerdahl wysnuł
śmiałe przypuszczenie, że czerwonowłosi ludzie, przypominający Europejczyków o
białej cerze, przybyli na wyspę z Peru. To oni wznieśli mury o idealnie spasowanych
kamieniach, jakie widzimy w Cusco czy na Machu Picchu. Później podobne konstrukcje
zostały wykorzystane przez rzeźbiarzy jako cokoły do ustawiana gigantycznych rzeźb na
wyspie. Jak również głoszą legendy inkaskie, ludzie o płomiennych włosach mogli być
potomkami legendarnego boskiego ludu Viracocha, który w zamierzchłych czasach opuścił
Peru i rozpoczął żeglowanie po Oceanie Spokojnym w poszukiwaniu lepszego jutra i nowych
terytoriów do podbicia. Ci, żeglując po wodach oceanu, natrafili na zagubioną wśród
nich maleńką wysepkę i na niej postanowili osiąść.
NOWA
ZELANDIA
Kapryśny raj
Dziewicze lasy deszczowe, malownicze góry, doliny tworzące
fiordy, górskie rzeki i jeziora, lodowce, wodospady, nieskażone powietrze i cisza
przyciągają rocznie kilkaset tysięcy turystów do Parku Narodowego Fiordland. To
największy z 14 parków Nowej Zelandii i jeden z największych na świecie. Zajmuje on
ponad 1 mln 250 tys. hektarów południowo-zachodniej części Wyspy Południowej.
Najczęściej odwiedzany jest fiord Milford Sound, znacznie mniej
turystów trafia do Doubtfull Sound. Pozostałe fiordy można zobaczyć z pokładu lodzi i
niewielkich statków turystycznych od strony morza Tasmana. Każdego dnia, wczesnym
rankiem, kilkadziesiąt autobusów turystycznych wyrusza z Queenstown, by po prawie 300 km
jeździe dotrzeć do przystani nad Milford Sound. Tam turyści szybko wsiadają na statek
wycieczkowy i płyną przez 1,5-2 godzin, a potem znowu autobus i ta sama droga do
Queenstown. To najszybszy, najpopularniejszy, ale nienajlepszy wariant zobaczenia parku.
Biura turystyczne przygotowując trasy wycieczkowe przeznaczają na Fiordland przeważnie
jeden dzień. Jednodniowa trasa Queenstown-Milford-Queenstown jest mecząca dla turystów
i kierowców. Prawdziwych miłośników piękna natury, lekko to irytuje, ale cóż,
lepszy jeden dzień w raju niż żaden. Można to jeszcze jakoś przełknąć, ale
organizowanie przez firmy turystyczne, w tym polskie, wycieczek do Nowej Zelandii, które
zupełnie omijają ten południowo-zachodni zakątek kraju to już niemal kpina. To tak
jakby jechać na wycieczkę do Krakowa i nie zwiedzić Rynku Głównego.
Fiordland, powiedział mi jeden z pracowników parku, jest jak
piękna kobieta wymaga dłuższej adoracji, a nie jednodniowego flirtu. Jest piękny,
kiedy świeci słońce i kiedy leje jak z cebra. Cóż, piękne kobiety często bywają
kapryśne. Liczone w metrach roczne opady deszczu ożywiają liczne wodospady. Tych we
Fiordlandzie są tysiące. Jedne widoczne z drogi do Milford Sound, inne, jak 600-metrowy
wodospad Satherland, dostępne tylko dla wytrwałych piechurów lub amatorów podziwiania
krajobrazów z samolotu.
ŚWIAT W PIGUŁCE - Targi turystyki
Kolejny rok za nami i kolejne targi turystyki, które są
świetnym źródłem informacji i inspiracji dla wszystkich osób kochających podróże.
Największymi z nich są targi TOUR SALON w Poznaniu, które w październiku 2006 roku
gościły blisko 700 wystawców na powierzchni ok. 6 500 m˛, a odwiedziło je ponad
20 000 osób, aż o 13% więcej niż rok wcześniej. Można było poznać ofertę
biur podróży, przewoźników, także regionów Polski i propozycje wystawców z
zagranicy. Głównej imprezie towarzyszyło wiele seminariów, konferencji i festiwal
filmów turystycznych, do którego zgłoszonych zostało 50 filmów i 10 prezentacji
multimedialnych. W tym roku warto trafić na kilka imprez targowych:
02-04.03.2007 XIII Międzynarodowe Targi REGIONY TURYSTYCZNE w Łodzi
30.03-01.04.2007 Międzynarodowe Targi Turystyczne SILESIA TOUR w
Katowicach
13-15.04.2007 Gdańskie Targi Turystyczne GTT 2007 w Gdańsku
20-22.04.2007 XII Targi Turystyki i Wypoczynku LATO 2007 w Warszawie
20-22.09.2007 XV Międzynarodowe Targi Turystyczne TT WARSAW Tour &
Travel w Warszawie
24-27.10.2007 Targi Regionów i Produktów Turystycznych TOUR SALON 2007
w Poznaniu
KONKURS "Poznajemy Słowację" ROZSTRZYGNIĘTY
W ostatnim dniu 2006 roku w drodze losowania został
rozstrzygnięty konkurs "Poznajemy Słowację" ogłoszony w nr 3(8)2006 magazynu
OBIEŻYŚWIAT. Prawidłowe odpowiedzi to: 1c - 900, 2a - Slovakia Ski Region i 3b -
Tatralandia. Nagrodę główną, pobyt dla 4 osób przez 4dni / 3 noce wraz z pakietem
"Relaks" w Aquaparku Tatralandia na Słowacji (dojazd i wyżywienie na koszt
własny), wylosowaliśmy dla pani Bogusławy Pudy z Trzebini. Gratulujemy! Nagrody
pocieszenia w postaci publikacji Wydawnictwa Kolumb otrzymują: Anna Maria Leliwa, Tadeusz
Majewski, Teresa Mazewska, Dorota Mirosławska i Marcin Mitka.
   MULTIMEDIALNY OBIEŻYŚWIAT
Prawie 6500 starannie pose-
gregowanych i opisanych zdjęć, 155 minut filmów, ponad 15 godzin radiowych opowieści
podróżników i muzyki etnicznej oraz 400 ekranów tekstu zawarte są na 4 płytach
CD-ROM multimedialnej wersji magazynu OBIEŻYŚWIAT. Niewiarygodne, a jednak prawdziwe!
Płyty te powstały w latach 2002-2004 na skutek sukcesywnego gromadzenia i opracowywania
przez Wydawnictwo KOLUMB relacji polskich podróżników z wypraw na 7 kontynentów.
Są tam reportaże m.in. z rejsów dookoła świata kpt.
Krzysztofa Baranowskiego na "Lady B" oraz jachtem "Marią" czy 6
wypraw wokół globu Andrzeja Sochackiego. Trasy biegną przez kilkadziesiąt państw - od
najbardziej odległej Nowej Zelandii i dalej m.in. przez wyspy Pacyfiku, Australię,
Indonezję, Malezję, Laos, Tajlandię, Sri Lankę, Indie, Nepal, Tybet i Chiny,
syberyjskie połacie Rosji, Oman, Jemen, Turcję, Syrię, Egipt, Togo, RPA, Norwegię,
Finlandię, Litwę, Łotwę, Estonię, Słowację, Hiszpanię, Portugalię, USA, Boliwię,
Peru aż po Antarktydę. Wystarczy tego na 60 godzin oglądania, słuchania i czytania.
Jest to prawdziwa uczta duchowa dla każdego, kto kocha podróże i niezastąpiona pomoc
dydaktyczna w nauce geografii. Więcej informacji na www.obiezyswiat.com
SUPER OFERTA
4 x PC CD-ROM w cenie 2
Cena promocyjna kompletu:
39,80 zł zamiast 79,60 zł
(wysyłka na koszt wydawcy)
Zamów:
kolumb@obiezyswiat.com
tel. 059 842 49 53
-------------------------------------------------------------------------
O NAJNOWSZE WYDANIE
MAGAZYNU OBIEŻYŚWIAT PYTAJ
W SALONACH PRASOWYCH RUCH, KOLPORTER I EMPIK!
Pakiety numerów archiwalnych magazynu OBIEŻYŚWIAT można kupić
w wysyłkowej Księgarni Obieżyświatów.
Zobacz numery archiwalne:

OBIEŻYŚWIAT 3(8)/2006

OBIEŻYŚWIAT 2(7)/2006

OBIEŻYŚWIAT 1(6)/2006
|