Magazyn
turystyczny OBIEŻYŚWIAT
Nr 2(7) lipiec-wrzesień 2006

W salonach prasowych
EMPIK, KOLPORTER i RUCH ukazał się kolejny numer nowej, papierowej wersji magazynu
turystycznego OBIEŻYŚWIAT, który wcześniej wydawany był na płytach CD-ROM w postaci
relacji polskich podróżników z różnych stron świata (teksty, zdjęcia, filmy,
radiowe opowieści, muzyka etniczna). Czasopismo skierowane jest do wszystkich osób
kochających podróże. Oprócz reportaży i zdjęć zawiera także ofertę wyjazdów do
krajów tak bliskich jak Słowacja i Węgry oraz do tak dalekich jak Nowa Zelandia. Jest
to również najtańszy polski magazyn turystyczny - kosztuje 2,95 zł. Aktualny nr
2(7)2006 będzie w sprzedaży do końca września.
W numerze
Ślesin - kraina jezior
Spacerkiem po Lwowie
Gorące źródła na Węgrzech
Książki i multimedia
Cuda Riwiery Tureckiej
Targi TT WARSAW 2006
Wyspa Afrodyty
Republika Mnichów
W cieniu piramid
Góra ognia
Himalajskie królestwo kontrastów
Nowa Zelandia - wielki plener filmowy
Nieprzemakalni
Kanion Antylopy
Informacje i reklamy
Wstęp
Gdzie spędzić urlop? Dziś
możliwości jest wiele, zbyt wiele, co stanowi dodatkową trudność w podjęciu
optymalnej decyzji. Tym czytelnikom, którzy jeszcze się wahają przedstawiamy kilka
mniej lub bardziej znanych kierunków podróżowania, innym życzymy podczas wakacji
przyjemnej lektury reportaży z różnych stron świata.
Gminę Ślesin, leżącą w Wielkopolsce, na krótko odwiedza każdego roku półtora
miliona osób. Największa w Polsce bazylika w Starym Licheniu z pewnością godna jest
podziwu lecz naturalnym bogactwem tego regionu są przepiękne jeziora ze szlakiem wodnym
do Kruszwicy, na których można aktywnie wypoczywać. Na lato i przez cały rok
zapraszają coraz bardziej popularne akwaparki oraz kąpieliska termalne na Węgrzech i
Słowacji. Spragnionym poznania nie tak dawnej historii Polski proponujemy sentymentalną
podróż na Kresy - do Lwowa, miasta niegdyś zwanego "polską Florencją".
Amatorów cieplejszych klimatów zapraszamy na malowniczą Riwierę Turecką, urzekającą
swoją egzotyką, niesamowitymi krajobrazami i licznymi pamiątkami z czasów rzymskich
oraz na Cypr, gdzie z morskiej piany wyłoniła się Afrodyta. Stąd już mały skok do
Grecji, gdzie warto odwiedzić tajemniczą republikę mnichów.
Więcej słońca? Proponujemy zatem wypad do Egiptu. Tam radzimy zanurzyć się w Morzu
Czerwonym, by zobaczyć cudowne rafy koralowe. Innego rodzaju zanurzenia, w czasie i
przestrzeni, można doświadczyć w Muzeum Egipskim pochylając się nad ludźmi i
przedmiotami, które żyją ponad czasem.
Wraz z polskimi podróżnikami zapraszamy także do Kanionu Antylopy w USA, na
niebezpieczny wulkan Merapi w Indonezji, w Himalaje do Nepalu - królestwa kontrastów
oraz do podglądania scenerii planów filmowych w dalekiej Nowej Zelandii.
Fragmenty artykułów
ŚLEŚIN - KRAINA JEZIOR
Gmina Ślesin jest dużą gminą położoną w
środkowo-północnej części powiatu konińskiego w województwie wielkopolskim. Od
południa gmina graniczy z miastem Konin, od zachodu z gminami Kazimierz Biskupi i
Kleczew, od północy z gminami Skulsk i Wierzbinek, od wschodu zaś z gminami Sompolno i
Kramsk. Miasto Ślesin, siedziba Urzędu Miasta i Gminy, położone jest przy drodze
krajowej nr 25 łączącej Ostrów Wielkopolski z Bydgoszczą. Od Konina Ślesin dzieli 19
km.
Historia Ślesina sięga początków XIII stulecia. Najstarsza
informacja o Ślesinie pochodzi z dokumentu księcia mazowieckiego Konrada, który w 1231
roku nadał wieś biskupom poznańskim. W rękach biskupich pozostał on aż do końca
XVIII wieku. W 1358 roku otrzymał prawa miejskie. Przebiegał tu ważny szlak handlowy
łączący Poznań z Warszawą. Do najważniejszych zabytków należą: neogotycki
kościół p.w. św. Mikołaja w Ślesinie z kamienną kropielnicą z X wieku. W kościele
tym znajdują się dwa osiemnastowieczne obrazy przedstawiające św. Mikołaja i św.
Walentego.
Najbardziej oryginalnym zabytkiem jest jednak wzniesiony przez
mieszczan ślesińskich w 1812 roku Łuk Triumfalny na cześć Napoleona Bonaparte, jedyny
tego rodzaju pomnik w Polsce z okresu Księstwa Warszawskiego. Obecna "brama
napoleońska" nie jest całkowicie oryginalna. W latach 70-tych uszkodzona została
przez zbyt wysoki samochód z dźwigiem, który próbował przejechać pod łukiem.
Zabytek zrekonstruowano.
W gminie Ślesin warto też zobaczyć - pomnik Powstańców Styczniowych w Ignacewie oraz
dobrze zachowane bunkry, pochodzące sprzed II wojny światowej, przy Kanale Ślesińskim.
SPACERKIEM PO LWOWIE
Lwów to miasto niezwykłe, gród kresowy od czasów Kazimierza
Wielkiego, przez 600 lat był w granicach Polski. To jedyne polskie miasto odznaczone
orderem Virtuti Militari za heroiczną obronę przed wojskami ukraińskimi i bolszewicką
nawałą, miasto Orląt lwowskich i bohaterskich obrońców Zadwórza - Polskich
Termopili.
Zalążkiem miasta był drewniany początkowo Wysoki Zamek a samo
miasto założył ruski książę Daniel Halicki i nazwał go i mieniem swego syna Lwa.
Miasto trzech katedr na styku wschodu i zachodu, leży na dziale
wodnym Bałtyku i Morza Czarnego. Polscy mieszkańcy, którzy przeżyli okupacje
niemiecką i dwie sowieckie a także część pomników zostali przesiedleni do Polski. W
ponad 700-tysięcznym mieście żyje dziś zaledwie kilkanaście tysięcy naszych
rodaków.
To piękne miasto zostało straszliwie zapuszczone w czasach
sowieckich. Od kilkunastu lat znajduje się w granicach niepodległej Ukrainy ale jego
ulice, drogi nadal są w stanie dramatycznym.
GORĄCE ŹRÓDŁA NA WĘGRZECH
Wody termalne u naszych "bratanków" wykorzystywano do
leczenia i kąpieli już w czasach rzymskich, kiedy powstawały wielkie publiczne
łaźnie. Ich właściwości lecznicze i relaksujące doceniane są do dzisiaj.
Przepiękny Budapeszt, perła Dunaju, nazywany również miastem "tysiąca
źródeł", kusi jednym z najpiękniejszych kąpielisk termalnych położonym na
Wyspie Małgorzaty. Jest to prawdziwa oaza relaksu wśród pięknego parku z
zachwycającymi widokami na Dunaj.
Warte odwiedzenia są kąpieliska termalne w Sarvar. Wody o
temperaturze 83°C (w basenach chłodniejsze) zawierają 4,5% stężenia soli oraz chlorek
sodu, wodorowęglan, jod, brom i fluor. Pomagają przy chronicznych stanach zapalnych
układu oddechowego oraz przy wszelkich dolegliwościach cywilizacyjnych. Natomiast w
Győr, zwanym przez Polaków "Małym Krakowem", od ponad 100 lat kuracjuszy i
turystów z całej Europy ściągają źródła termalne, tzw. "studnie" zdrowia
z alkalicznymi wodami wodorowęglanowymi i chlorkowymi z grupy wód jodowych.
CUDA RIWIERY TURECKIEJ
Po trzech godzinach lotu z Warszawy lądujemy w Antalyi, stolicy
Riwiery Tureckiej. Wysiadamy na nowoczesnym terminalu, jednym z trzech, na którym
niedawno temu powitano pierwszego pasażera, nota bene z Polski. Może to nie przypadek,
bo około 100 tys. Polaków odwiedza każdego roku ten kraj. Jest początek maja.
Termometr pokazuje +28°C, a jeszcze rano w Warszawie otulałem się szczelnie kurtką.
- Günaydin. Dzień dobry! - tak wita się w tym niezwykłym
kraju, jakby zawieszonym między Europą a Azją, pełnym kontrastów, egzotyki i
nowoczesności splątanej z tradycją sięgającą czasów starożytnych. Nie jednego
przybysza urzekła miejscowa przyroda i kultura, ale przede wszystkim ludzie, gościnni i
otwarci. Islam, który wyznaje 99% mieszkańców Turcji, wcale nie stanowi przeszkody w
kontaktach. Turcy, od czasów prezydenta Atatürka, są bardzo dalecy od fundamentalizmu.
Jadąc z lotniska autobusem mijamy liczne plantacje topoli.
Drzewka sadzi się, gdy w rodzinie na świat przychodzi syn, a kiedy osiąga wiek
dojrzały, za sprzedane drewno otrzymuje on coś w rodzaju posagu. W drodze z górskiej
jaskini Dim Magaraşi, pełnej naciekowych formacji skalnych, stajemy przy niewielkiej,
przydrożnej chatce. Rodzice z dwojgiem dzieci właśnie spożywają na werandzie obiad.
Na nasz widok kobieta zrywa się od stołu i oferuje owoce. Próbujemy czegoś w rodzaju
naszych mirabelek. Są soczyste, a w środku mają po trzy pestki. Niewielkie, zielone
banany okazują się bardzo słodkie. W końcu i my trafiamy na obiad do "Dimçayi
Pinarbaşi", restauracji położonej częściowo na rwącej, górskiej rzece.
Zajmujemy miejsce w jednym z drewnianych domków, wiszących na wzgórzu nad rzeką
Dimçayi. Siadamy na dywanikach "po turecku" przy stole o wysokości może 40
cm. Delektujemy się smakiem pstrąga alabali, przyprawionego ziołami, pieczonymi
bułkami pide, sałatkami i niezłym miejscowym piwem "Efez". Nasz kierowca,
słuchając polszczyzny, czuje się jak na "tureckim kazaniu" i zasypia. Nie
zamawiamy mu naszej "kawy po turecku", bo tą zalewa się tutaj zimną wodą, a
potem zagotowuje.
TT WARSAW 2006
Najważniejsze w Polsce spotkanie branży turystycznej o
charakterze międzynarodowym oraz jedno z największych w Europie Środkowo-Wschodniej -
Międzynarodowe Targi Turystyczne TT Warsaw Tour & Travel 2006 - odbędą się 21-23
września w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, pod patronatem honorowym Ministra
Gospodarki. Organizatorem imprezy są Międzynarodowe Targi Polska.
Na targach swoją ofertę zaprezentują państwa i regiony,
touroperatorzy, gestorzy bazy noclegowej, przewoźnicy z całego świata, polskie regiony
i miasta oraz inne podmioty turystyczne działające na krajowym rynku. Ze szczególnie
ciekawymi propozycjami wystąpią w tym roku Czechy - kraj partnerski targów, który swą
ofertę przedstawi w specjalnej hali przed PKiN. Na targach pojawią się nowe destynacje,
m.in. Belgia. Podobnie jak w ubiegłym roku polskie regiony zaprezentują swoje atrakcje
turystyczne w osobnym sektorze.
Dwa pierwsze dni imprezy przeznaczone są przede wszystkim na
spotkania biznesowe i stanowią doskonałą okazję do nawiązania interesujących
kontaktów, dyskusji, w trakcie których dochodzi do wymiany doświadczeń, zdobytej
wiedzy, a przede wszystkim do prezentacji i wzajemnych konfrontacji ofert. Trzeciego dnia
natomiast targi są otwarte dla klientów indywidualnych, którzy będą mogli zapoznać
się z najciekawszymi atrakcjami turystycznymi w różnych zakątkach świata, a także
wziąć udział w wielkim multikulturowym spotkaniu.
WYSPA AFRODYTY
Geograficznie należy do Azji, ale charakter ma typowo
europejski. Podkreśla to zresztą członkostwo w Unii Europejskiej. O jakim państwie
mowa? O słonecznym i pełnym atrakcji Cyprze. Co na ogół przyciąga Polaków na tę
wyspę? Szkoły językowe (bądź co bądź poza urzędowym greckim, angielski jest tu w
powszechnym użyciu), no i plaże (opalać się i kąpać można tu na okrągło przez
cały rok). My mieliśmy tydzień wakacji i chcieliśmy jak najwięcej zobaczyć. Cóż,
na leżenie na plaży czasu nie starczyło. Mimo, że wydawałoby się, że to nieduża
wyspa (na Morzu Śródziemnym trzecia co do wielkości po Sycylii i Sardynii), jest na
niej co robić i oglądać.
Na Cyprze wszystko kręci się wokół Afrodyty. Imię znanej z
mitologii bogini miłości, uznawanej w panteonie greckich bóstw za najpiękniejszą,
noszą hotele, restauracje, akwapark, a nawet wino. Trudno żeby było inaczej skoro
Afrodyta ponoć tutaj się narodziła, a dokładniej - wyłoniła z morskiej piany.
Miejsce gdzie się to stało, z kilkoma wielkimi skałami wystającymi z lazurowego morza,
to jeden z najczęściej uwiecznianych na zdjęciach cypryjskich widoków. Znajdujące
się w pobliżu ruiny pamiętającego XII wiek p.n.e. sanktuarium Afrodyty zalicza się do
najważniejszych na wyspie wykopalisk - o jego znaczeniu świadczy choćby umieszczenie go
na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Na nas większe wrażenie robią jednak
pozostałości dawnego miasta Kourion. Oglądamy pozostałości kolumn ze świątyni
Apollina, antyczny teatr, mozaiki zdobiące willę żyjącego w IV wieku n.e.
bogacza-filantropa. Najsłynniejsze mozaiki są jednak w Pafos - chyba najciekawszym z
cypryjskich miast. Jest tam też trochę zabytków z czasów wczesnochrześcijańskich,
m.in. kolumna przy której według legendy miał być biczowany św. Paweł i wykute w
katakumbach Agia Solomoni kaplice. Przed zejściem do katakumb rośnie krzak z gałęziami
obwiązanymi chusteczkami. Dowieszam swoją i ja - może spełni się pomyślane
życzenie?
REPUBLIKA MNICHÓW
Święta Góra Athos nazywana ogrodem Matki Boskiej, zajmuje
południową cześć najbardziej na wschód wysuniętego "palca" greckiego
półwyspu Chalkidiki. Ta republika mnichów zamieszkujących od ponad tysiąca lat
klasztory u podnóża góry Athos (2039 m n.p.m), niezwykle malownicza, skrywająca
święte ikony prawosławia, nie jest już tak niedostępna, jak przed laty. Nie oznacza
to jednak, że można tu dotrzeć bez przygotowania i wysiłku organizacyjnego.
Najstarszy i najważniejszy z dwudziestu klasztorów, jakie
znajdują się na Świętej Górze Athos, malowniczo położony Megistis Lavras, czyli
Wielka Ławra, chyba najchętniej otwiera swoje wrota dla wizytujących pielgrzymów.
Zasady odwiedzin są proste i surowo przestrzegane. Trzeba mieć
zezwolenie, czyli diamonitirion, po które należy zwrócić się do władz kościelnych
republiki w przedstawicielstwie w Salonikach z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Upoważnia
ono zarówno do wjazdu, jak i czterodniowej bezpłatnej gościny w wybranych klasztorach i
wydawane jest jedynie dla 100 prawosławnych pielgrzymów i 10 osób innych wyznań
dziennie. Na teren republiki mnichów nie mają wstępu kobiety, na półwyspie nie może
także przebywać żadne stworzenie płci żeńskiej.
W CIENIU PIRAMID
Do Egiptu poleciałem na siedem dni całkiem niespodziewanie.
Ucieszyłem się, że wreszcie zobaczę piramidy i kilka innych starożytności. Nie
wiedziałem jeszcze wtedy, że odważę się "z marszu" i bez większego
przygotowania założyć pełen ekwipunek nurka, by zobaczyć podwodny świat, który
dotychczas oglądałem na filmach i w muzeach morskich.
Gdy wychodzę z lotniska w Hurghadzie bucha na mnie trzydzieści
parę stopni. Tuż przed lądowaniem widzę przez okno jak z ogromu pustyni wyrwano przy
morzu rajskie enklawy z palmami, basenami, akwaparkami i hotelami. Hurghada, położona na
zachodnim wybrzeżu Morza Czerwonego prawie 500 km na południe od Kairu, kiedyś była
małą wioską rybacką. W ciągu kilkunastu lat zaczęła się błyskawicznie rozrastać
i ściągać coraz większe rzesze nurków do jednych z najpiękniejszych na świecie raf
koralowych. Jej ogromnym atutem są też piękne plaże, urokliwe piaszczyste wyspy z
lagunami, przezroczysta błekitno-turkusowa woda oraz przez cały rok słoneczna pogoda
(25-45oC). Obecnie miasto rozciąga się na długości ponad 40 km, ma 40 000
mieszkańców, a każdego tygodnia przylatuje tu średnio 70 000 turystów znajdujących
zakwaterowanie w ponad 150 ośrodkach (resortach)... a powstają wciąż nowe.
INDONEZYJSKA GÓRA OGNIA
Wreszcie dotarłem do Yogyakarty. Jest to główna baza
turystyczna oferująca zwiedzanie m. in. kompleksów świątyń Borobudur, Prambanan,
Płaskowyżu Dieng z gorącymi źródłami. Atrakcją są też okoliczne wulkany...
Wejść na aktywny wulkan w nocy, na wysokość około 3000 m n.p.m. - to czyste
szaleństwo, a jednak podejmuję taką decyzję.
Punktualnie o godz. 20 podjeżdża mikrobus. W środku komplet,
dziewięć osób z całego świata. Po dwóch godzinach szaleńczej jazdy drogą pełną
dziur i zakrętów zatrzymujemy się w Selo, małej górskiej wiosce u podnóża wulkanu
Gunung Merapi, nazywanego też Górą Ognia z powodu wyciekającej lawy i co za tym idzie
niebezpieczeństwa wybuchu. Ostatnia poważna erupcja tego wulkanu była w 1994 roku.
Zginęło wówczas 60 osób, a w 1930 roku - wulkan śmierć zadał 1300 osobom.
Wchodzimy do obskurnego baraku, gdzie czekamy na przewodników.
Mają ponoć przyprowadzić dwa psy. Dlaczego? Pies wyczuwa dużo wcześniej
niebezpieczeństwo. Rozgrzewamy się gorącą herbatą. Temperatura powietrza jest tu
dużo niższa niż w Yogyakarcie. Wioska znajduje się na wysokości 1700 m n.p.m. Krótka
narada z przewodnikami. Bezwzględne posłuszeństwo i dyscyplina. Wyruszamy o 22.00.
Sielanka nocnego spaceru z latarkami szybko zamienia się w koszmar szkoły przetrwania.
Pniemy się mozolnie w górę, poprzez gąszcz najprawdziwszej dżungli, przeklinając
moskity, mrówki oraz pijawki, które raz po raz spadają na nas z drzew, przysysając
się z lubością do szyi. Dla nich to prawdziwa uczta. Gwałtownie pęcznieją,
nabrzmiewając do rozmiarów sporej śliwki.
NOWA ZELANDIA
wielki plener filmowy
Kiedy w 1999 roku wybitny polski reżyser Jerzy Hoffman
przemierzał Wyspę Północną Nowej Zelandii stwierdził, ze plenery są tutaj tak
piękne, iż można nakręcić każdy film, nawet "Ogniem i mieczem". Trawiaste
rejony centralnego plateau przypominały mu bowiem zaporoskie stepy, a rzeka Rangitikei -
Dniepr.
Zatrzymałem się na parkingu nad strumieniem, który przepływa
przez jaskinię Cave Stream. Kilkusetmetrowej długości podziemny tunel można przejść
w ciągu godziny z latarką w ręku. Na końcu znajduje się wodospad, który trzeba
pokonać wspinając się po zainstalowanych klamrach i łańcuchach. Po wyjściu z jaskini
usłyszałem nagle głośny warkot silnika, a potem helikopter. Gwałtownie wyłonił się
z głębokiego jaru i obleciał wapienne ostańce. W kabinie kilkoro turystow gorączkowo
fotografowało wpadający do jaskini potok i otaczające skały. Właśnie w tych
okolicach - Flock Hill, Cave Creek i Castle Hills - nowozelandzki reżyser Andrew Adamson
zekranizował powieść S.C. Lewisa "Opowieści Narnii - Lew, Czarownica i stara
szafa". Jeszcze przed premierą biura podróży zaczęły wozić w to magiczne
miejsce turystow. Ci zamożniejsi lecą z Christchurch helikopterami. Taki lot kosztuje
ok. 1100 dolarów nowozelandzkich (ok. 710 USD) od osoby. Oferuje się też penetrację
plenerów Narnii samochodami terenowymi w cenie od 280 $ NZ (ok. 180 USD) od osoby.
HIMALAJSKIE KRÓLESTWO KONTRASTÓW
W podróży jesteśmy od blisko miesiąca. Pozostawiamy za sobą
chińskie miasta, klasztory szkoły Żółtych Czapek, bezkresne przestrzenie Płaskowyżu
Tybetańskiego, spienione wody Brahmaputry, nomadów strzegących stad jaków, tętniące
na nowo życiem lamajskie klasztory i strzegącą tej surowej krainy Boginię Matkę Ziemi
- Mount Everest. Opuszczamy Tybet. W Zhangmu (Kodari) przekraczamy granicę z Nepalem.
Przeżywamy szok - klimatyczny, kulturowy, obyczajowy....
Najpierw surowa kontrola po stronie chińskiej. Sprawdzane są
nie tylko paszporty, ale również wizy, zezwolenia na podróżowanie po Tybecie, bagaże.
Kamienne twarze chińskich strażników lustrują podróżnych. Później przejazd na
stronę nepalską wąskim, zatłoczonym ciężarówkami, stromo opadającym w dół
osmiokilometrowym pasem ziemi niczyjej. W Nepalu witają nas portrety panującego króla
Gyanendra i jego małżonki, gwarny tłum, młodzieńcy oferujący pomoc z bagażami,
wilgotny upał i bujna zieleń. Wizę za 30 $ otrzymujemy od uśmiechniętych nepalskich
urzędników i słyszymy życzliwe: Namaste! Witajcie! Zupełnie inny świat.
Nepal, jeden z najbiedniejszych krajów świata, o powierzchni
blisko połowy Polski, zamieszkany przez 28 mln ludzi, jest pełen kontrastów. Jego
nieocenione bogactwa to mityczne Himalaje, żyzna Dolina Katmandu, niezniszczona przyroda,
parki narodowe, zabytki i święte miejsca, w których do dziś śmiertelnicy obcują ze
światem bogów.
Panoramę Katmandu tworzą wąskie zaułki z dwu-,
trzypiętrowymi budynkami o bogato zdobionych drewnianych balkonach i oknach, świątynie
ze strojnymi fasadami i wielopoziomowymi dachami, stupy buddyjskie rozsiane po całym
mieście. Na poziomie ulicy co krok kuszą małe sklepiki z wyrobami rękodzieła z
Nepalu, Indii, Tybetu, Chin, Kaszmiru, jatki mięsne, pralnie uliczne, miejskie łaźnie i
gabinety dentystyczne.
KANION ANTYLOPY
Kanion Antylopy w Parku Plemienia Nawaho (Antelope Canyon Navajo
Tribal Park) jest zjawiskiem wyjątkowym na tle wszystkich kanionów. O ile znakomita
większość spośród nich to koryta rzek - albo o przepastnych wymiarach (Wielki Kanion
Kolorado, Kraina Kanionów, Goosenecks), albo o bardzo wysokich pionowych ścianach (Zion,
Gunnison, Kings Canyon), o tyle Kanion Antylopy jest raczej wąską szczeliną
wyżłobioną przez rwącą, okresową rzekę, powstającą podczas ulewnych deszczy.
Zdarzają się one sporadycznie na pustyni, po których pozostają tylko nowe piaskowe
namuliska i wysychające błotne bajora. Kanion Antylopy jest prawdziwym klejnotem, który
najpiękniej lśni przy południowym słońcu, gdy jego promienie wdzierają się smugami
w chłodną czeluść szczeliny.
Na przestrzeni tysięcy lat woda biegnąca z Płaskowyżu Kaibito
(ok. 1.300 m n.p.m.) i Szarej Góry Stołowej (Grey Mesa) wycinała w piaskowcu formacji
Nawaho wąskie koryto, kończąc swój bieg i wpadając niegdyś do rzeki Kolorado, dziś
do sztucznego Jeziora Powell. Warstwa piaskowca Nawaho ma - w przeciwieństwie do innych
warstw naniesionych przed nią czy po niej, jak np. krucha formacja Entrada - bardziej
trwałą i plastyczną konsystencję. Pod wpływem działania wody skała piaskowca
zachowuje się niczym tworzywo rzeźbiarskie, zdolne, by w nim toczyć gładkimi
pociągnięciami dłuta subtelne formy. Piaskowiec nasiąka wodą, staje się bardziej
miękki, przez co bywa podatniejszy na działania rwącego nurtu.
MULTIMEDIALNY OBIEŻYŚWIAT
Prawie 6500 starannie posegregowanych i opisanych zdjęć, 155
minut filmów, ponad 15 godzin radiowych opowieści podróżników i muzyki etnicznej oraz
400 ekranów tekstu zawarte są na 4 płytach CD-ROM multimedialnej wersji magazynu
OBIEŻYŚWIAT. Niewiarygodne, a jednak prawdziwe! Płyty te powstały w latach 2002-2004
na skutek sukcesywnego gromadzenia i opracowywania przez Wydawnictwo KOLUMB relacji
polskich podróżników z wypraw na 7 kontynentów.
Są tam reportaże m.in. z rejsów dookoła świata kpt.
Krzysztofa Baranowskiego na "Lady B" oraz jachtem "Marią" czy 6
wypraw wokół globu Andrzeja Sochackiego. Trasy biegną przez kilkadziesiąt państw - od
najbardziej odległej Nowej Zelandii i dalej m.in. przez wyspy Pacyfiku, Australię,
Indonezję, Malezję, Laos, Tajlandię, Sri Lankę, Indie, Nepal, Tybet i Chiny,
syberyjskie połacie Rosji, Oman, Jemen, Turcję, Syrię, Egipt, Togo, RPA, Norwegię,
Finlandię, Litwę, Łotwę, Estonię, Słowację, Hiszpanię, Portugalię, USA, Boliwię,
Peru aż po Antarktydę. Wystarczy tego na 60 godzin oglądania, słuchania i czytania.
Jest to prawdziwa uczta duchowa dla każdego, kto kocha podróże i niezastąpiona pomoc
dydaktyczna w nauce geografii. Więcej informacji na www.obiezyswiat.com
SUPER OFERTA
4 x CD-ROM w cenie 2
Cena promocyjna kompletu:
39,80 zł zamiast 79,60 zł
(wysyłka na koszt wydawcy)
Zamów:
kolumb@obiezyswiat.com
tel. 059 842 49 53
|